Wewnętrzna moc kobiety — to nie jest to, co myślisz
Przez lata myślałam, że moc to twardy negocjator. To kobieta, która nie płacze na zebraniach. To awans, stanowisko, wpływ. Miałam to wszystko i wiesz co? Byłam zmęczona. Głęboko, w kościach zmęczona. Bo to było z siły, z siłowania się z życiem, z innymi, ze sobą. To było ciągłe przekraczanie siebie. Z czasem stało się moją tożsamością, ale wyczerpanie tylko się pogłębiało…
Prawdziwa moc kobiety to coś zupełnie innego. Odkryłam to nie na szkoleniu przywódczym, nie w książce o sukces. Odkryłam to siedząc w ciszy w ogrodzie, słuchając jak rośnie trawa. Brzmi banalnie? Dla mnie wcale nie było.
„Moc nie polega na tym, żeby nigdy się nie złamać. Polega na tym, żeby wiedzieć jak wracać do siebie.”
Kobieca moc jest miękka i twarda jednocześnie. Jest jak woda — łagodna w dotyku, ale kształtuje skały. Jest w zdolności do czucia, nie tylko myślenia. W intuicji, która wie zanim głowa zdąży przeanalizować. W ciele, które pamięta więcej niż umysł.
Ta moc gdzieś w nas czeka. Pod warstwami 'powinnam’, 'nie wypada’, 'co ludzie powiedzą’. Pod zmęczeniem i perfekcjonizmem. Pod uśmiechem, który przyklejamy rano razem z makijażem. Gdy już raz dotrzesz do tej mocy to każde odpłynięcie jest jak zgubienie drogi do domu. Ten dom jest w Tobie, tam pod warstwą tych wszystkich naleciałości, programów i oczekiwań społecznych.
Praca w kręgu jest między innymi pracą z tą mocą. Nie walczymy z nią, nie trenujemy jej — po prostu tworzymy warunki, żeby mogła się pokazać. Cisza. Bezpieczeństwo. Obecność innych kobiet, które też szukają swojej drogi.
Kiedy widzę kobietę, która po kręgu wychodzi inna — spokojniejsza, bardziej siebie — wiem, że dotknęła tej mocy. I wiem, że ona już zawsze będzie wiedzieć, że tam jest.
Chcesz poczuć swoją wewnętrzną moc? Zapraszam na otwarty Krąg.
Pierwsze spotkanie możesz traktować jako próbę — bez zobowiązań.
